18.10.2012

"it's got me addicted, does more than any dick did"

Dziś jestem jeszcze bardziej anielska niż zazwyczaj. Pływam w dźwiękach. Zaciągam się myślami. Wdycham własne piękno. Celebruję wyjątkowość. Nikt nie jest jak ja. 
"Świadome bycie unikatem".
Kocham siebie.
Znasz to?  


Miasto zasypia.



7.10.2012

7.10.2012

Kiedy jakiś pieprzony guz zabiera ci bardzo bliską osobę, nie doszukuj się w tym Boga. Boga nie ma ani w tym guzie, ani w tym bólu, ani w tej śmierci. Boga nie ma w diagnozie, nie ma go też w bezsilności lekarzy, nie ma go nawet w cierpieniu. To, że bardzo bliska ci osoba umiera jest kwestią przypadku i odrobiny genetyki, jakichś dziedziczonych uwarunkowań albo niefortunnych mutacji. Nie ma w tym kary, nie ma nagrody, nie ma sensu. Przypadek. 

Z Bogiem, owszem, byłoby łatwiej. Można by przecież nadać sens bezsensownemu, przydać znaczenia temu cholernemu przypadkowi, umetafizycznić czas, którego już nie ma. Można by też pocieszyć się nieśmiertelnością duszy, ale to wszystko byłoby zwykłym oszustwem. Nie widzę nic poza bolesnym, subiektywnie niesprawiedliwym, nieznośnym przypadkiem.
 
Kiedy zdajesz sobie sprawę z bożego nieistnienia, nagle uświadamiasz sobie, jak wielką przyjmujesz odpowiedzialność. Nie ma wymówek. Pozostaje genetyka i przypadek. A wszystko, co nie zależy od genetyki i przypadku, zależy od ciebie. Dopóki żyjesz - jesteś bogiem...