Teraz kiedy zostaliśmy sami książę możemy porozmawiać
jak kobieta z mężczyzną
Pięknem swoim przysłoniłeś mi gwiazdy owszem
a słowa twoje puste
przenikały me serce zgłupiałe do cna z tej miłości mdlącej
słów owych potok
nieskończony nie przynosił żadnych rozwiązań praktycznych
ale nadzieja niegasnąca nakazywała mi wierzyć w ciebie
i
trwać obok choćbyś nawet ześcierwił mnie do cna
Wiedziałeś o tym książę dlatego sekretnym składnikiem
raczyłeś każdy posiłek podając mi truciznę z uśmiechem umiłowanego
w zanadrzu
trzymając zawsze dziwki i wódkę bez koksu
bo na koks nigdy nie było cię stać
nie było cię też stać na honor szczerość i odwagę
w byciu
tą rasą psa do której przypisano cię jeszcze przed poczęciem
a szkoda bo przez udawanie lepszego i wrażliwszego zbyt wiele tracisz
i tak bardzo rozczarowujesz przy poznaniu nieco bliższym
Nieświadomość jednak sprawia że kochać cię można do samego
jądra szaleństwa i z samej głębi kłamstwa którym przecież jesteś
Kochany książę najdroższy zdrajco umiłowany kłamco
szmato
ubóstwiona
miej świadomość że dzięki tobie stałam się ruiną
przeszywająco pięknej kopalni albo huty
a jako Ofelia twoja zostałam zasypana wewnątrz płonącej
ścierwem hałdy usypanej z twojego mniej książęcego ja
Chciałam nawet się zabić przy pomocy żyletki
albo któregoś z
cudownych narkotyków
ale czyn mój nie zmieniłby twego odbicia w zwierciadle
zresztą umówmy się książę ja też nigdy nie byłam święta
Kochałam zbyt mocno ufałam za mało wierzyłam w nieprawdę
byłam zazdrosna zaborcza i kontrolowałam cię zanadto
bywałam nieraz
zdzirą skończoną jędzą i nawet nie udawałam
że śmieszą mnie twoje żarty
za
to często udawałam orgazmy a kiedy już byłeś naprawdę kiepski przestawałam nie tylko udawać przestawałam nawet wymyślać
że boli mnie głowa
dodam jeszcze że całowałam się z Horacym choć to niewielki
odwet za twe liczne przewinienia
przeciw niepokalanej miłości książę
A jednak kiedy szedłeś na wojnę stałam przy tobie
jak suka
przy panu
wgryzałam się w krtanie nieprzyjaciół
spijałam łzy wstydu
wypływające z oczu twych niewiernych
i kłamliwych
okrywałam kocem połamane kończyny
szukałam cię gdy gubiłeś się wśród słońca obcych miast
całowałam stopy poranione
po bitwie w której straciłeś buty
i wypytywałam urzędników o wiecznie gubiony
dowód osobisty
dla ciebie książę znosiłam wstyd upokorzenie i pożegnawszy resztki godności nauczyłam się
nawet gotować
Wszystko tak silne i mocne dotąd dziś blednie i maleje we
mnie wciąż bardziej i bardziej
choć niemożliwym wydawało się dotąd zobojętnić
twój obraz książę
w mej duszy zamroczonej
stało się jednak dokonało
Żegnaj więc książę i nie zawracaj mi głowy
nie wysyłaj
życzeń nie pytaj przyjaciół jak radzę sobie
bez twej oświeconej obecności w
jestestwie moim
czekają mnie bowiem
sprawy wyższej wagi
sprawy pilne naglące nawet
Trzeba mi malować paznokcie tuszować rzęsy przymierzać
nowe szaty
upajać się wódką i otumaniać chemikaliami
podczas intelektualnie
nieczystych spotkań
rozkładać nogi bez cienia wstydu i poczucia zdrady
oraz wysysać
co lepsze członki nieco bardziej rozgarniętych książąt
Nie jestem już twoją Ofelią drogi książę
Niech się teraz inna męczy