18.11.2012

4.11.2012

żaden tam tren, cHamlecie



Teraz kiedy zostaliśmy sami książę możemy porozmawiać 
jak kobieta z mężczyzną

Pięknem swoim przysłoniłeś mi gwiazdy owszem
a słowa twoje puste przenikały me serce zgłupiałe do cna z tej miłości mdlącej
słów owych potok nieskończony nie przynosił żadnych rozwiązań praktycznych
ale nadzieja niegasnąca nakazywała mi wierzyć w ciebie 
i trwać obok choćbyś nawet ześcierwił mnie do cna

Wiedziałeś o tym książę dlatego sekretnym składnikiem raczyłeś każdy posiłek podając mi truciznę z uśmiechem umiłowanego 
w zanadrzu trzymając zawsze dziwki i wódkę bez koksu
bo na koks nigdy nie było cię stać
nie było cię też stać na honor szczerość i odwagę 
w byciu tą rasą psa do której przypisano cię jeszcze przed poczęciem
a szkoda bo przez udawanie lepszego i wrażliwszego zbyt wiele tracisz i tak bardzo rozczarowujesz przy poznaniu nieco bliższym

Nieświadomość jednak sprawia że kochać cię można do samego jądra szaleństwa i z samej głębi kłamstwa którym przecież jesteś

Kochany książę najdroższy zdrajco umiłowany kłamco 
szmato ubóstwiona 
miej świadomość że dzięki tobie stałam się ruiną 
przeszywająco pięknej kopalni albo huty
a jako Ofelia twoja zostałam zasypana wewnątrz płonącej ścierwem hałdy usypanej z twojego mniej książęcego ja

Chciałam nawet się zabić przy pomocy żyletki 
albo któregoś z cudownych narkotyków 
ale czyn mój nie zmieniłby twego odbicia w zwierciadle
zresztą umówmy się książę ja też nigdy nie byłam święta

Kochałam zbyt mocno ufałam za mało wierzyłam w nieprawdę
byłam zazdrosna zaborcza i kontrolowałam cię zanadto 
bywałam nieraz zdzirą skończoną jędzą i nawet nie udawałam 
że śmieszą mnie twoje żarty 
za to często udawałam orgazmy a kiedy już byłeś naprawdę kiepski przestawałam nie tylko udawać przestawałam nawet wymyślać 
że boli mnie głowa
dodam jeszcze że całowałam się z Horacym choć to niewielki odwet za twe liczne przewinienia 
przeciw niepokalanej miłości książę

A jednak kiedy szedłeś na wojnę stałam przy tobie 
jak suka przy panu 
wgryzałam się w krtanie nieprzyjaciół
spijałam łzy wstydu wypływające z oczu twych niewiernych 
i kłamliwych
okrywałam kocem połamane kończyny 
szukałam cię gdy gubiłeś się wśród słońca obcych miast
całowałam stopy poranione po bitwie w której straciłeś buty 
i wypytywałam urzędników o wiecznie gubiony dowód osobisty
dla ciebie książę znosiłam wstyd upokorzenie i pożegnawszy resztki godności nauczyłam się nawet gotować

Wszystko tak silne i mocne dotąd dziś blednie i maleje we mnie wciąż bardziej i bardziej 
choć niemożliwym wydawało się dotąd zobojętnić 
twój obraz książę w mej duszy zamroczonej
stało się jednak dokonało

Żegnaj więc książę i nie zawracaj mi głowy
nie wysyłaj życzeń nie pytaj przyjaciół jak radzę sobie 
bez twej oświeconej obecności w jestestwie moim
czekają mnie bowiem sprawy wyższej wagi 
sprawy pilne naglące nawet

Trzeba mi malować paznokcie tuszować rzęsy przymierzać nowe szaty
upajać się wódką i otumaniać chemikaliami 
podczas intelektualnie nieczystych spotkań
rozkładać nogi bez cienia wstydu i poczucia zdrady 
oraz wysysać co lepsze członki nieco bardziej rozgarniętych książąt

Nie jestem już twoją Ofelią drogi książę

Niech się teraz inna męczy