Pora napisać to głośno i wyraźnie, łamiąc zasady ortografii, interpunkcji, dykcji i dobrego smaku. Pora napisać to bez strachu, że tekst będzie słodko-miałki, rozmemłany, nijaki. Pora przestać myśleć o krytyce quasi-literatów i podśmiechujkach znajomych. Pora wykrzyczeć te wszystkie przyjemne słowa i pora z samego wnętrza, wprost z rozdygotanego brzucha, wyszeptać na całe gardło, że kocham Cię. Od mrugnięcia do uśmiechu, od zaśnięcia do przebudzenia, od banału do szczytu uniesień, od ucha do ucha albo nawet dookoła głowy. Poważnie, słodko, do porzygania, tęczowo, deszczowo, infantylnie, szczerze i przebiegle. Do cna. Kiedy mnie wkurwiasz, kiedy się na mnie gapisz, kiedy coś liczysz, kreślisz, montujesz, kiedy śpisz, kiedy miziasz mi plecy, choć nie chce ci się w chuj, ale przecież, wiesz, że lubię, kiedy marudzisz, bręczysz i czarno widzisz każdy krok, kiedy jest rewelacyjnie, a według mnie średnio lub tak sobie, kiedy się boję i kiedy się nie boję. Skarb.
22.06.2014
6.06.2014
hejter
Wypłakuję moje rozdwojenie jaźni. Wypluwam lajki, rzygam postami, wypruwam z brzucha ludzi obcych, nie znaczących nic, miłych w pizdu i nie wartych zachodu. Próbuję przypomnieć sobie kogo znam chociaż trochę, ze szkoły, z ulicy, z widzenia. Nie kojarzę tych pysków uśmiechniętych, dzieciaczków, kociaczków, szczeniaczków, kawusi ze starbaksów, owocków, placuszków, gadżecików, bucików, chujkówmujków i skurwielków. Nie chce mi się tego świata bez uścisku dłoni, bez dzień dobry. Nie chce mi się tych interesownych kutasów i pustych pazernych kurew obu płci kulturowych przede wszystkim. Nie chcę mi się foteczek, blogasków, iwencików i branżuni. I siebie w tym wszystkim też mi się nie chce. Wykasować albo przetrwać, przeczekać.
chcę samych przyjemnych rzeczy
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)