Mijałam go wczoraj. Stał w stylowej (ekhm) przydrożnej kapliczce, taki smutny, umęczony nieborak. Żal mi takiego boga. Zresztą na jego miejscu też nie byłabym zadowolona, gdyby moi wyznawcy bali się mnie, zamiast mnie kochać. No bo kto kocha Jezusa? Ja nie, ale ja nie wierzę w jego boską historię. Myślę jednak, że powinny go kochać te dzieci, które za chwilę po raz pierwszy przyjmą go do serca (rzekomo). No tak, ale tym biednym dzieciom (raczej mniej niż bardziej świadomym) pakuje się do główek dyrdymały o grzechu, pokucie, zagniewanym bogu... Trudno kochać kogoś, kim cię straszą (chyba że jest się uwikłanym w jakąś patologię). Dobrze, że z okazji komunii te biedne owieczki dostają tyle klawych prezentów, to trochę rekompensuje życie w wiecznym strachu i poczuciu winy. Jeśli tę winę i strach będą odpowiednio pielęgnować, to ich głęboka wiara (podsycana przez wszechwiedzących i żyjących w ubóstwie biznesmenów w sutannach) stanie się powodem nieustającego wewnętrznego rozdarcia. "Pamiętaj grzeszniku, że twoje ciało jest brudne, seks jest zły, żyjesz nie dla siebie lecz dla boga (więc wszystko bogu daj, a że boga reprezentują księża, to wiesz już co dalej), nie uszczęśliwiaj siebie, ale umartwiaj, mercedesa może mieć proboszcz, a nie ty, wrzucaj pieniążki do koszyczka, pluj na innowierców i pedałów, głosuj jak mówimy, płać za sakramenty i pamiętaj, że twoja wiara i spokój twej grzesznej duszy kosztują! Generalnie samochody, restauracje, lans, bauns, koks i kurwy, a naszym sponsorom wciskajmy kit o piekle. Wychowaliśmy sobie strachem całe pokolenia, całe narody wierzących i teraz możemy tę ich naiwną wiarę wykorzystywać. Żyć nie umierać!" Och słodki Jezu, wychujali cię twoi kapłani! Cóż, dobrze że chociaż dla nich, bóg jest miłością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz