16.04.2013

posłodzone

Ludzie biegają, bo to zdrowe i modne. A ja stoję na balkonie i jaram szluga, bo lubię. Filozofii żadenj w tym nie ma, głębszych myśli brak i dobrze. Wypuszczam dym i patrzę zachłannie jak rozmywa się w powietrzu. Widok jest przyjemny prawie tak samo jak perspektywa rozmycia się albo nawet bycia powietrzem. To byłoby coś, stać się oddechem i przeniknąć ciebie sprzed kilku lat.  I niech mi ktoś teraz powie, że impossible is nothing itp. Stoję więc na tym balkonie i zaciągam się ćmikiem z klikiem rymując w myślach zupełnie przypadkowo i niechcący, bo przecież więcej we mnie prozy niż wiersza, chociaż zawsze skrycie chciałam być poetą, a poetką  to już raczej nie. Słońce świeci i nawet się cieszę, że wiosna wreszcie przyszła, mimo że zimę lubię bardzo. Za tydzień, dwa wszystko wybuchnie kolorami i będzie naprawdę pięknie i pachnąco, i głośno, bo ludzie wypełzną na ulice i zaczną gdakać, szczebiotać, a może nawet poszczekiwać radośnie. Myślę sobie, paląc fajkę na balkonie, że dobrze mi jest, że więcej mi nie trzeba, choć zazwyczaj nic mi na długo nie starcza i szukając satysfakcji jestem w ciągłym ruchu, i pożądam ciągłych zmian, zwłaszcza odkąd przestałam chcieć kochać, bo ciebie dłużej już kochać ani nie mogłam, ani nie chciałam. Świat jest taki piękny, szumi mi w głowie odgłos tramwaju i szmer ulicy odkorkowanej dopiero co. Cudowne są ulice w przedwiośniu, nieśmiałe i lekko szare, szykują się na gwar i kurz, czekają z utęsknieniem na wysyp rowerów starych i nowych. Dopalam papierosa i gaszę go w pustej doniczce, ale tak dobrze, tak dobrze mi na tym balkonie, że nie chcę wracać do środka i topić się w ścianach, bo przecież wolałabym się rozmywać w powietrzu lub powietrzem być po prostu. No ale skończył się ten cholerny szlug, a ja nie mam drugiego, więc spoglądam na jakby już mniej piękną ulicę i myślę sobie, że jednak nic nie trwa wiecznie i trochę szkoda, ale w sumie to bardzo dobrze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz