Chcę powiedzieć bezczelnie "nie cackaj się ze mną", ale on przeszywa mnie barwą oczu złych, zepsutych, figlarnych i mogę już tylko spuścić wzrok zmieszany, zarumieniona. Gdyby nie okulary słoneczne, wiedziałby zbyt wiele. Gdybym nie gadała o wszystkim, powiedziałabym o najważniejszym. Więc sączę browar, śmieję się zbyt głośno i trochę nerwowo nakręcam włosy na palec. A niech się trochę ze mną pocacka.
31.08.2013
5.08.2013
nielot
Wódka z red bullem nie jest niczym dobrym. Nachlasz się tego, a potem musisz zajarać, żeby móc zasnąć, ale i to nie gwarantuje udanej regeneracji, bo kiedy wreszcie przymkniesz oczy skończywszy chwilę wcześniej rozmyślać nad rzeczami pilnie wymagającymi przemyślenia, budzi cię jakiś głupi scenariusz. Na przykład wsiadasz do samolotu z żywym trupem, który wcale nie jest zombie, a ten samolot nie może wystartować, bo zabrakło mu pasa i próbuje rozpędzić się na ulicy, ale co rusz musi hamować, bo jakieś pojazdy zbliżają się z naprzeciwka. W końcu trup się trochę wkurwia tym dziwacznym podchodzeniem do startu, wychodzi z samolotu, ciągnie cię za sobą i prosi o opamiętanie w kwestii tego lotu - ten lot się nie uda, ten lot jest skazany na porażkę. Żywy trup, który wcale nie jest zombie, mówi ci jeszcze, że lepiej będzie wrócić do domu, bo widziałaś już dużo nowych miejsc, ludzi i rzeczy, i dobrze by było, gdybyś wreszcie przestała się tak napalać na torebki, bo wszystko to gówno jest warte. Trochę cię to oburza, ale nie dyskutujesz z trupem, gdyż czujesz respekt i szacunek wobec niego, w końcu jest nie z tej ziemi. I myślisz sobie, spoko, tym razem faktycznie mogę nie lecieć, raz nie zaszkodzi po prostu odpuścić, ale te wszystkie torebki mącą ci w głowie, bo nieważne ile ich masz, zawsze znajdziesz w sobie odrobinę miłości dla kolejnej. Po chwili jednak nachodzi cię refleksja, że i tak będziesz kiedyś trupem jak ten obok i dlatego, od czasu do czasu, bo nie że permanentnie, możesz mieć w dupie torebki. Spoglądasz na trupa i mówisz ok, odpuszczam. Wtedy budzisz się i widzisz, że jest piąta rano i masz też tę nieznośną świadomość, że już nie zaśniesz, bo baka nie działa, a red bull działa znakomicie, tak jak wódka, bo łeb ci pęka. Bujasz się potem z kąta w kąt, nie możesz zdziałać zbyt wiele, bo tym razem kac jest chujowszy niż zazwyczaj, więc rozmyślasz o żywym trupie, który nie był zombie i o locie skazanym na porażkę. Głupie to, głupie takie, ale wwierca ci się w głowę, zwłaszcza że za oknem wiatr i deszcz, jakby jesień w środku lata, a ty jesteś jakieś 1500 kilometrów od domu i zaczynasz trochę tęsknić, a może nawet tęsknisz całkiem porządnie i zastanawiasz się nad zakończeniem wakacji, tak na poważnie. Myślisz, że może czas wrócić, dorosnąć, znormalnieć, jakieś garnki kupić i ręczniki. Chociaż z drugiej strony... Wódka z red bullem nie jest niczym dobrym. Po prostu.
fot. Monya
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)