I znowu mój cały świat zmieniam, bo przecież wszystko jest ok, ale nie pasuje mi nic. Jest ciasno i duszno. Nie mam czym oddychać. Nie mogę oddychać. Nie mogę a chcę. Przestawiam z kąta w kąt pragnienia niepoukładane. Potrzebuję ruchu, żeby nie myśleć. Zmieniam, żeby nie płakać. Biegnę, żeby nie tęsknić. Boję się zostać, żeby się nie znudzić. Uciekam. Wciąż dalej i dalej. Chcę zgubić centrum. Sklejam siebie z fragmentów, które mi zostały, ale to tylko tak smutnie brzmi. W gruncie rzeczy dobrze, bardzo dobrze jest. Tylko czasem zamyślam się nad wspomnieniem chabrowych bukietów. Żeby tak to odcinanie sznurków mogło być choć trochę łatwiejsze. Gdyby tak mogło być...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz