Obudziły go promienie słońca rzucające na twarz nieznośne gorąco i mdlącą jasność. Banał, ale nie błahostka. Nie do końca rozumiał swoje położenie, czegoś nie pamiętał i zdaje się, że był to poprzedni wieczór, a może i dzień. Niewykluczone, że ów dzień trwał dni kilka, na przykład osiem. Osiem to taka dziwna liczba, trochę biedna, bo następuje po tej najszczęśliwszej, a z drugiej strony, po arabsku zapisana i kopnięta z całej siły, staje się nieskończonością. Magia. Może też być podwójnym zdziwieniem albo wilgotnym pocałunkiem, kiedy na klawiaturze nie dociśnie się shifta przy cmokaniu. Przez osiem dni chlał i lizał papiery, bo pamiętał, że osiem is the best. Te papiery to miał chujwieskąd, a chlanie miał zewsząd, i z Żabki, i z Jeżyka, i z dwaczteryha, i miałby nawet z melin, gdyby wiedział gdzie są. Nie wiedział. Nie wiedział też gdzie sam dokładnie jest. To znaczy, leżał na ławce, chyba na przystanku, bo za plecami i nad głową miał jakiś plastik bodajże, który pomagał mu nie zjebać się na chodnik. Ławka była niewygodna bardzo, gniotła go w bok i boleśnie odcisnęła się na prawym policzku. Ten sam policzek był też trochę mokry, bo śpiąc z otwartą buzią, poślinił się nieco. Słyszał miasto. To miasto było bardzo blisko, dlatego postanowił, że jeszcze przez chwilę nie będzie otwierał oczu. Trochę mu się nie chciało, a trochę się bał, bo wytrzeźwiał za bardzo i nie wiedział, co tam zobaczy za rzęsami. Wyluzował, choć wcześniej wcale się nie spinał. Zdecydował, że ma wyjebane i da sobie dokładnie tule czasu, ile zażyczy sobie jego przemęczone ciało. Nie będzie sam siebie popędzał. Nie chciało mu się ani jeść, ani pić. Nie myślał o niczym i dobrze mu z tym było, jednak to niemyślenie o niczym przerwało wibrowanie w jego prawej kieszeni. Kurwamać, że też nie mógł schować telefonu do lewej! Teraz musiałby podnieść się z prawego boku, żeby sprawdzić kto się do niego dobija. Awykonalne na tę chwilę. Odpuścił sobie. Zresztą to mogła być tylko jego matka. Nikt inny nie dzwonił przez te osiem dni i nikt inny nie odbierał. Na szczęście mógł ją teraz olać. Przecież kocha go bezwarunkowo. Tak jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz