13.12.2012

"nie trać mnie"*

przepraszam dziękuję proszę może dupkę wyliżę może w łaskę się wproszę siebie zgubię ciebie polubię na niby jak gdyby świat parszywy nie był wcale zaśmieję się przy kawale bo choć mnie nie bawi wcale jest lepiej się śmiać niż sobą się stać

banał za banałem
kim jestem?
zapomniałem


Marcel Marceau "The Mask Maker"


18.11.2012

4.11.2012

żaden tam tren, cHamlecie



Teraz kiedy zostaliśmy sami książę możemy porozmawiać 
jak kobieta z mężczyzną

Pięknem swoim przysłoniłeś mi gwiazdy owszem
a słowa twoje puste przenikały me serce zgłupiałe do cna z tej miłości mdlącej
słów owych potok nieskończony nie przynosił żadnych rozwiązań praktycznych
ale nadzieja niegasnąca nakazywała mi wierzyć w ciebie 
i trwać obok choćbyś nawet ześcierwił mnie do cna

Wiedziałeś o tym książę dlatego sekretnym składnikiem raczyłeś każdy posiłek podając mi truciznę z uśmiechem umiłowanego 
w zanadrzu trzymając zawsze dziwki i wódkę bez koksu
bo na koks nigdy nie było cię stać
nie było cię też stać na honor szczerość i odwagę 
w byciu tą rasą psa do której przypisano cię jeszcze przed poczęciem
a szkoda bo przez udawanie lepszego i wrażliwszego zbyt wiele tracisz i tak bardzo rozczarowujesz przy poznaniu nieco bliższym

Nieświadomość jednak sprawia że kochać cię można do samego jądra szaleństwa i z samej głębi kłamstwa którym przecież jesteś

Kochany książę najdroższy zdrajco umiłowany kłamco 
szmato ubóstwiona 
miej świadomość że dzięki tobie stałam się ruiną 
przeszywająco pięknej kopalni albo huty
a jako Ofelia twoja zostałam zasypana wewnątrz płonącej ścierwem hałdy usypanej z twojego mniej książęcego ja

Chciałam nawet się zabić przy pomocy żyletki 
albo któregoś z cudownych narkotyków 
ale czyn mój nie zmieniłby twego odbicia w zwierciadle
zresztą umówmy się książę ja też nigdy nie byłam święta

Kochałam zbyt mocno ufałam za mało wierzyłam w nieprawdę
byłam zazdrosna zaborcza i kontrolowałam cię zanadto 
bywałam nieraz zdzirą skończoną jędzą i nawet nie udawałam 
że śmieszą mnie twoje żarty 
za to często udawałam orgazmy a kiedy już byłeś naprawdę kiepski przestawałam nie tylko udawać przestawałam nawet wymyślać 
że boli mnie głowa
dodam jeszcze że całowałam się z Horacym choć to niewielki odwet za twe liczne przewinienia 
przeciw niepokalanej miłości książę

A jednak kiedy szedłeś na wojnę stałam przy tobie 
jak suka przy panu 
wgryzałam się w krtanie nieprzyjaciół
spijałam łzy wstydu wypływające z oczu twych niewiernych 
i kłamliwych
okrywałam kocem połamane kończyny 
szukałam cię gdy gubiłeś się wśród słońca obcych miast
całowałam stopy poranione po bitwie w której straciłeś buty 
i wypytywałam urzędników o wiecznie gubiony dowód osobisty
dla ciebie książę znosiłam wstyd upokorzenie i pożegnawszy resztki godności nauczyłam się nawet gotować

Wszystko tak silne i mocne dotąd dziś blednie i maleje we mnie wciąż bardziej i bardziej 
choć niemożliwym wydawało się dotąd zobojętnić 
twój obraz książę w mej duszy zamroczonej
stało się jednak dokonało

Żegnaj więc książę i nie zawracaj mi głowy
nie wysyłaj życzeń nie pytaj przyjaciół jak radzę sobie 
bez twej oświeconej obecności w jestestwie moim
czekają mnie bowiem sprawy wyższej wagi 
sprawy pilne naglące nawet

Trzeba mi malować paznokcie tuszować rzęsy przymierzać nowe szaty
upajać się wódką i otumaniać chemikaliami 
podczas intelektualnie nieczystych spotkań
rozkładać nogi bez cienia wstydu i poczucia zdrady 
oraz wysysać co lepsze członki nieco bardziej rozgarniętych książąt

Nie jestem już twoją Ofelią drogi książę

Niech się teraz inna męczy


18.10.2012

"it's got me addicted, does more than any dick did"

Dziś jestem jeszcze bardziej anielska niż zazwyczaj. Pływam w dźwiękach. Zaciągam się myślami. Wdycham własne piękno. Celebruję wyjątkowość. Nikt nie jest jak ja. 
"Świadome bycie unikatem".
Kocham siebie.
Znasz to?  


Miasto zasypia.



7.10.2012

7.10.2012

Kiedy jakiś pieprzony guz zabiera ci bardzo bliską osobę, nie doszukuj się w tym Boga. Boga nie ma ani w tym guzie, ani w tym bólu, ani w tej śmierci. Boga nie ma w diagnozie, nie ma go też w bezsilności lekarzy, nie ma go nawet w cierpieniu. To, że bardzo bliska ci osoba umiera jest kwestią przypadku i odrobiny genetyki, jakichś dziedziczonych uwarunkowań albo niefortunnych mutacji. Nie ma w tym kary, nie ma nagrody, nie ma sensu. Przypadek. 

Z Bogiem, owszem, byłoby łatwiej. Można by przecież nadać sens bezsensownemu, przydać znaczenia temu cholernemu przypadkowi, umetafizycznić czas, którego już nie ma. Można by też pocieszyć się nieśmiertelnością duszy, ale to wszystko byłoby zwykłym oszustwem. Nie widzę nic poza bolesnym, subiektywnie niesprawiedliwym, nieznośnym przypadkiem.
 
Kiedy zdajesz sobie sprawę z bożego nieistnienia, nagle uświadamiasz sobie, jak wielką przyjmujesz odpowiedzialność. Nie ma wymówek. Pozostaje genetyka i przypadek. A wszystko, co nie zależy od genetyki i przypadku, zależy od ciebie. Dopóki żyjesz - jesteś bogiem... 
 

30.09.2012

tvn style

Alicja zdecydowała się na operację piersi, żeby ratować swoje małżeństwo. Alicja wierzy w zbawienną siłę rozmiaru potęgowaną przez urocze poczucie młodzieńczej jędrności. Jeżeli chodzi o pożycie małżeńskie, Alicja po prostu się wstydzi. Operacja bezsprzecznie to zmieni. Nowe piersi pozwolą rozkwitnąć małżeństwu na nowo.

W tym samym czasie mąż Alicji zdecydował się na zabieg powiększenia penisa, poprzez poddanie się silnej erekcji wywołanej macaniem obwisłych piersi innej niż Alicja kobiety. Najprawdopodobniej nie myślał wówczas o ratowaniu swojego małżeństwa. 

Powodzenia Alicjo!

20.09.2012

nie odbierać

Błagam cię. Chłopie, no nie bądź taką cipką. O co ci w ogóle chodzi? Jak tak dalej pójdzie, to twój numer będzie kolejnym "nie odbierać". Aż żal dupę ściska. Co jest z wami? Gdzie jest ten wasz testosteron? Gdzie instynkt łowcy? Gdzie gen zdobywcy? Godność? Zerżnęłam ciebie. Po prostu. W czym widzisz problem? Ze mną nie trzeba chodzić. Widzisz, ja nie chcę. Naprawdę nie są konieczne te kurnikowe zaloty, to kogucie stroszenie piórek, to pianie, to gdakanie. Bzykanie to nie metafizyka, wiesz? Daj spokój. Nie wierzę ani w nigdy, ani w na zawsze. Normalny facet by się cieszył i nie truł dupy. Dupa nie jest od trucia - gdybyś jeszcze się nie zorientował. Nie dociera, widzę. Róże? Wypierdalaj z tymi banałami to raz, a dwa - wolę tulipany. Nie trafiłeś. Nie miałeś zresztą trafiać. Po prostu zniknij, bo nic z tego nie będzie. Boję się? Jasne, że się boję! Dlaczego? Bo jedyny facet, z którym postanowiłam się kochać, wyruchał mnie... w serce. I to dopiero jest prawdziwy, jebany banał...

2.09.2012

o, do chuja!

Ujebali ci jaja, zanim w ogóle stałeś się mężczyzną. Tak oto, pozbawiony jaj, postanowiłeś zostać kutasem. Nie była to zbyt mądra decyzja. Okazało się bowiem, że i tak jesteś niekompletny. Dlatego nie kończysz niczego, co zaczynasz. Dlatego wolisz, żeby się działo samo. Dlatego życie decyduje za ciebie - w dodatku, jebane życie! - podejmuje zwykle złe decyzje! Wszystko się sprzysięgło przeciwko tobie przez te ujebane dawno temu jaja. Jednak dzięki temu, w każdej sytuacji potrafisz znaleźć dla siebie wymówkę. I nawet kiedy robisz komuś krzywdę, jak na prawdziwego kutasa przystało, nie jest to twoją winą. A zresztą! Jesteś dużym kutasem i wcale nie musi cię obchodzić czyjaś  głupia krzywda. 

Tak, jesteś dużym kutasem, ale jednak brakuje ci tych cholernych jaj. Dlatego wciąż obchodzisz Dzień Chłopca zamiast Dnia Mężczyzny.

Bo widzisz, w życiu trzeba mieć jaja, ale nie warto być kutasem.

banał

Pióro, którego używa dostała od mężczyzny, którego kocha. Przez jakiś czas nie działało, ale bezczelnie zaczęło znowu pisać, kiedy on odszedł. Ma problem z tym odejściem, bo czekała na nie długo, a jednak okazało się, że wcale nie była na nie gotowa. Mało płacze. Bardzo cierpi. Celebruje każdą pamiątkę, jaką pozostawił po sobie w niej. Cała jest antykwariatem wspomnień. Perspektywa z jakiej zagląda w przeszłość jest rozdwojona. Rzeczy nie do zapomnienia, zdarzenia nie do wybaczenia, tęsknota nie do przeżycia. Jednak żyje. Przyszłość jawi jej się tylko jako przyszłość z przeszłości. Wspólnej. Nie ma marzeń, chociaż kiedy on był z nią, miała ich mnóstwo, mimo iż większość nie wiązała się z nim. Kiedyś mu powiedziała, że kocha go, ale nie potrzebuje. Jej stan mógłby temu przeczyć, ale mówiła prawdę. Kocha go, ale nie potrzebuje. Żyje. Przetrwa.

15.08.2012

to nie kwestia wzrostu

Nagle zrobiłeś się dla mnie tak bardzo, bardzo mały, tak śmiesznie mały, malutki, maleńki. Nie jest to jednak kwestia perspektywy czy dystansu. Po prostu zmalałeś, pobladłeś i boleć przestałeś. Mogłabym krzyczeć "ty chuju!", ale nie chcę. Mogłabym też mieć żal, ale jesteś przecież tak mały, że nie podźwignąłbyś ani żalu, ani smutku, ani odpowiedzialności, ani chuja nawet. Jak chcesz, to możemy się umówić, że to ja sama zjebałam wszystko. Tak, właśnie tak się umówmy, bo takie maleństwo jak ty, nie dałoby rady nawet niczego porządnie zjebać.

Jakie to teraz zabawne, że jeszcze chwilę temu to ja byłam Malutką, Maleńką, Malusią;) buziol;)

4.05.2012

infinitas

Spał w ich wspólnym łóżku. Właściwie leżał pijany do nieprzytomności. Zionął zapachem wódy i innego ścierwa z promilami. Chuj. Patrzyła na niego i już nawet nie płakała. Skończyły jej się wszystkie łzy. Zadzwonił jego telefon. Na wyświetlaczu "Juleństwo". - Kurwa, ty jebany kutasie, ty jebany, zachlany kutasie - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Miała ochotę uderzyć go z całej siły, ale zamiast tego odebrała telefon i powiedziała - To ścierwo jest moje - po czym cisnęła telefonem o podłogę. Rozpadł się na kilka kawałków. Była rozdygotana. Chciała go zabić i postanowiła, że tak właśnie zrobi. Poszła do łazienki. Biorąc gorący prysznic dopracowywała w myślach swój pomysł. Potem wtarła w skórę pachnący balsam, spryskała się swoimi ulubionymi perfumami, ułożyła włosy i zrobiła staranny makijaż. Chciało jej się wyć, kiedy nakładała czerwoną szminkę, ale zebrała wszystkie siły, żeby się opanować. Potem ubrała bardzo seksowną bieliznę, którą kupiła specjalnie dla niego i równie seksowną sukienkę oszczędzaną na specjalne okazje. Na koniec włożyła czarne szpilki. Była prawie gotowa. Podeszła do szuflady, w której trzymał swoje skarby. Wyjęła z niej pistolet, bletki i plastikową torebkę z trawką. Usiadła przy kuchennym stole. Do szklanki wlała wódkę, której jakimś cudem nie zdążył wypić. Nienawidziła wódki, ale teraz jej potrzebowała. Skruszyła marihuanę i skręciła z niej potwornie grubego blanta. Ściągnęła bucha, poczuła jak ogarnia ją delikatna błogość. Spojrzała na leżącą obok broń, nawet nie chciała wiedzieć skąd on ją wziął. Zaciągnęła się jeszcze raz  i jeszcze raz, i znowu. Wypiła wódkę za jednym podejściem. Wykrzywiło jej twarz. Wzięła głęboki oddech. Podeszła do łóżka. Spojrzała na niego i pocałowała go po raz ostatni. Przyłożyła broń do jego skroni. Myślała tylko o tym jak bardzo go kocha i jak bardzo go nienawidzi. Chciała się wreszcie uwolnić od tych uczuć. Ręka jej drżała. Po policzku spłynęła łza. Zacisnęła powieki. Rozległ się huk. Upadła na podłogę. Była wolna. Na zawsze. On spał nadal odurzony swoją ukochaną wódką.

23.04.2012

jest opcja

Bądźmy poważni. Ty jesteś dużym chłopcem. Ja jestem dużą dziewczynką. Nie chodzi przecież o to, żeby bawić się w dom. Nie chodzi o pejzaże z marzeń. Nie chodzi o białe obrusy. Chodzi o to, żeby Twoje oczy zaszkliły się z pożądania. Chodzi o to, żeby Twoje dłonie sparzyły się moją rozpaloną skórą. Chodzi o to, żeby Twoja ślina wyparowywała z moich warg. Chodzi o to, żebyśmy rozpuścili się z przesytu. Bez dobranoc i bez dzień dobry. Bądźmy poważni.

21.04.2012

dżizas

Mijałam go wczoraj. Stał w stylowej (ekhm) przydrożnej kapliczce, taki smutny, umęczony nieborak. Żal mi takiego boga. Zresztą na jego miejscu też nie byłabym zadowolona, gdyby moi wyznawcy bali się mnie, zamiast mnie kochać. No bo kto kocha Jezusa? Ja nie, ale ja nie wierzę w jego boską historię. Myślę jednak, że powinny go kochać te dzieci, które za chwilę po raz pierwszy przyjmą go do serca (rzekomo). No tak, ale tym biednym dzieciom (raczej mniej niż bardziej świadomym) pakuje się do główek dyrdymały o grzechu, pokucie, zagniewanym bogu... Trudno kochać kogoś, kim cię straszą (chyba że jest się uwikłanym w jakąś patologię). Dobrze, że z okazji komunii te biedne owieczki dostają tyle klawych prezentów, to trochę rekompensuje życie w wiecznym strachu i poczuciu winy. Jeśli tę winę i strach będą odpowiednio pielęgnować, to ich głęboka wiara (podsycana przez wszechwiedzących i żyjących w ubóstwie biznesmenów w sutannach) stanie się powodem nieustającego wewnętrznego rozdarcia. "Pamiętaj grzeszniku, że twoje ciało jest brudne, seks jest zły, żyjesz nie dla siebie lecz dla boga (więc wszystko bogu daj, a że boga reprezentują księża, to wiesz już co dalej), nie uszczęśliwiaj siebie, ale umartwiaj, mercedesa może mieć proboszcz, a nie ty, wrzucaj pieniążki do koszyczka, pluj na innowierców i pedałów, głosuj jak mówimy, płać za sakramenty i pamiętaj, że twoja wiara i spokój twej grzesznej duszy kosztują! Generalnie samochody, restauracje, lans, bauns, koks i kurwy, a naszym sponsorom wciskajmy kit o piekle. Wychowaliśmy sobie strachem całe pokolenia, całe narody wierzących i teraz możemy tę ich naiwną wiarę wykorzystywać. Żyć nie umierać!" Och słodki Jezu, wychujali cię twoi kapłani! Cóż, dobrze że chociaż dla nich, bóg jest miłością.

15.04.2012

sms

K: Chce ci tylko napisac ze juz mi przeszlas

O: To dobrze

C: I dajmy juz sobie spokoj

H: Ok

A: I juz nigdy nie bede chcial byc z toba

M: Zobaczymy

9.04.2012

malarnia

Płakała zasypiając. Sny miała niespokojne. Gdyby nie to, że spała sama, pewnie zatroskane ramię wybudziłoby ją i objęło z przejęciem. Spała jednak sama, więc śniła niespokojnie aż zadzwonił budzik. Nienawidziła tego dźwięku, który oznaczał rozpoczęcie dobrze znanego rytuału. Wiedziała, że nie jest w tym rytuale osamotniona, że nie ona jedna odprawia go z namaszczeniem każdego dnia, ale nie dodawało jej to otuchy. Wyłączyła budzik. Właściwie komórkę. W całym ciele czuła niewyobrażalne zniechęcenie do budzącego się wraz z nią dnia. Chciała zostać w łóżku, nakryć się kołdrą i zniknąć dla świata. Dla samej siebie też chciała zniknąć, ale wiedziała dobrze, że to niemożliwe. Żałowała bardzo, że nie może sobie pozwolić na nieistnienie, że nie stać jej na ten drobny gest. Przeciągnęła się, ale bez tej charakterystycznej porannej zachłanności w ruchach. Przeciągnęła się, bo każde zwierzę przeciąga się po przebudzeniu, a przynajmniej każde zwierzę powinno to robić zanim zacznie nowy dzień. Usiadła na łóżku, bosymi stopami dotknęła zimnej podłogi. Zauważyła, że czerwony lakier odprysnął z jednego paznokcia u lewej stopy. Będzie musiała założyć dziś pełne buty, bo nie zdąży już tego naprawić. Wstała, wyjęła z szafy przypadkowe ubrania - dobrze, że wszystkie rzeczy ma czarne lub szare, bo wszystko do siebie pasuje i kiedy świat staje się zupełnie nie do zniesienie, przynajmniej ubywa jej dylemat, w co się ubrać. Poszła do łazienki, odkręciła wodę i przez dłuższą chwilę obmywała twarz lodowatym strumieniem. Chciała, choćby w minimalnym stopniu, odzyskać chęć do życia. Starała się nie myśleć o niczym. Mechanicznie wykonywała dalsze czynności, mycie, szczotkowanie zębów, ubieranie. Prawie gotowa spojrzała w lustro, ale i bez tego wiedziała, że będzie potrzebowała solidnego makijażu, żeby doprowadzić się do stanu nie prowokującego pytań, których nie miała ochoty nawet wysłuchiwać. Irytowało ją zawsze, że ludzie, którzy nie mieli dla niej najmniejszego znaczenia, interesowali się jej życiem. Wystarczyło, że usta były nieco mniej wykrzywione w uśmiechu, a już zaczynali snuć przypuszczenia i roić sobie różne hipotezy na temat jej życia. Zwłaszcza odkąd przestała ukrywać, że jest sama. Kiedy kobieta rozstaje się z facetem nagle wszystkim robi się jej żal, tak jakby bez niego była czymś wybrakowanym, bezwartościowym, wymagającym współczucia. Drażniło ją to. Nie potrzebowała takich reakcji. Skończyła nakładać podkład, ale miała tak zapuchnięte od płaczu oczy, że musiała użyć tonę rozświetlacza, żeby wyglądać w miarę przyzwoicie. Dziś nie pozwoli sobie na soczewki, założy okulary, żeby mieć pewność, że świat nie zauważy śladów jej rozpaczy. Policzki obsypała różem, usta pomalowała delikatnym błyszczykiem. Była zadowolona z efektów porannej charakteryzacji. Jeszcze tylko perfumy. Rozpyliła swój ulubiony zapach wąchając go, a właściwie zaciągając się nim. To był także jego ulubiony zapach. Próbowała go zmienić wiele razy, ale te nuty niemal w nią wrosły, nie potrafiła już pachnieć inaczej, a może po prostu nie chciała. W kuchni wypiła tylko wodę z cytryną. Nie była w stanie nic przełknąć. Zresztą zmuszała się do jedzenia tylko przy ludziach, żeby nie wzbudzać podejrzeń, żeby nie prowokować niechcianego zainteresowania. Wyszła z domu, wsiadła do samochodu, włączyła radio. Fakty ekonomiczne zawsze towarzyszyły jej w drodze do pracy. Stojąc na czerwonym świetle zamyśliła się na chwilę. Znów przyszło jej do głowy, jak bardzo nie chce dzisiejszego dnia, prawie tak bardzo jak nie chciała wczorajszego i jak nie będzie chciała jutrzejszego. Zielone. Durna piosenka, upierdliwy refren "i think i wanna marry you", co za gniot, była wściekła, ale nie zmieniła stacji. Dotarła na miejsce. Wiedziała, że za chwilę spotka te wszystkie nudne twarze. Musiała się przygotować na ich standardowe "cześć, dzień dobry, co tam? ładnie wyglądasz, piękna pogoda, znowu paliwo ma podrożeć, a w weekend będzie padać". Przymknęła oczy, wzięła głęboki oddech. Dopiero teraz włożyła maskę, bez której nie pokazuje się innym. Uśmiech, zadowolenie, energia, nie zdradzą jej nawet oczy. Jest mistrzynią swojej maski. Przez cały dzień będzie się z nią zrastać nienawidząc jej jednocześnie. Wieczorem zerwie ją z twarzy i znów będzie płakać zasypiając.

14.02.2012

niesmacznie

Nie tam żeby jakaś trauma. Po prostu. W sumie to nie za przyjemnie. Wpakował mi zwyczajnie fiuta do buzi i już. No i spuścił mi się do tej mojej buzi całym zastępem spermy. Nie było smacznie. Właściwie to w ogóle nie był zbyt fajny. Fiut też. To znaczy on i fiut, to znaczy on był fiutem, a jego fiut był kiepski, to znaczy jego fiut był kiepski jak on cały. Wzdrygnęło mną. Miałam ciary, ale nie takie przyjemne. W sumie to chciało mi się rzygać. Ale nie porzygałam się, bo zaraz potem on wpakował mi jęzor do buzi. Chciał być czuły. Zupełnie niepotrzebnie. Jego jęzor był tak samo niesmaczny jak jego fiut. W ogóle z tymi fiutami to niezły cyrk jest. Fiuty niby nie są zbyt przyjemne, ale jak się już takiego fiuta pokocha, bo gdzieś tam jakoś cię zaskoczył, zauroczył czy serce okazał, to wtedy znacznie lepiej się taki pokochany fiut prezentuje. W zasadzie fiut to takie wielowymiarowe słowo. Fiut jest wieloznaczny. I jak się już takiego kocha, to można ssać go jak jakiś "pierdolony cukierek". I czujesz wtedy jak płynie w nim życie. I chcesz to życie pieścić ustami. Chcesz to życie zlizywać. Chcesz to życie wysysać do cna. Ale jak fiut jest tylko fiutem, to nie ma mowy o smakowaniu życia. Wtedy jedziesz bezmyślnie. Błagasz tylko, żeby już się w końcu spuścił. Niech się spuści i święty spokój. Więc ten fiut był marny. Pewnie nawet miał dobre serce, ale co mnie obchodzi jego serce, kiedy pała sterczy mi w buzi i posuwa się głębiej, wprost do gardła. No bez przesady,  nie był taki duży, żeby zapychać krtań, ale rósł w ustach, bo nie smakował. Dobrze, że doszedł szybko. Nie był zbyt wytrwały. Nie chodzi tylko o ssanie pały. W łóżku generalnie potrzebował niewiele. Prosty chłopak, krzywy fiut. Jak o tym myślę, to przychodzi mi do głowy jedno: "bo głupie dupy będą dawały dupy palantom". Niby nie jestem głupia. To znaczy nie myślę o sobie jak o kimś głupim, zazwyczaj. No ale chuj z tym. Zdania piszą mi się jakoś do wewnątrz. A miało być krótko o marnym fiucie. Cóż. O marnym fiucie szkoda gadać. Chuj w dupę takiemu fiutowi.

12.02.2012

PeeNDeZet

nie da rady bardziej się już starać nie można uratować tej schedy to jest niemożliwe impossible całkowicie nierealne system nie nadąża za mną nie nadąża choć ja potrzebowałem tylko dwóch tygodni na sqla ale to już nie moja wina że tak to idzie przesada pół godziny żeby procedura w ogóle mogła zaistnieć to bez sensu nawet fajczyć mi się nie chce po prostu czas się rozstać czas wziąć swoje trzy piękne miliony i wy-pier-da-lać tak chłopie tutaj już niczego nie wymyślisz zostać obywatelem świata i robić hajs hajs hajs fuck chyba wolniej już nie można tak jest dostępna jak zwykle nic nie znaczący opis jak zwykle coś na miarę pojazdu nie no co ty fajnie było w ogóle nie zauważyłam że zachowałeś się jak baran że jak na mnie patrzysz to nie możesz skupić się na twarzy bo cycki bardziej cię interesują a już zupełnie nie śmieszy mnie twoje marne przeintelektualizowanie taka młoda dupa tak mnie wkręciła jest już wreszcie dobra dalej no ok dawaj aaa fajosko zawsze cenny czas psu w dupę ciekawe kto jest teraz na tapecie dobrze że odzysk się udał nie zgaduj czasem bo znów obudzisz się nad ranem fuck i tak ockniesz się za późno to przesada jak ona wkręca jak się bawić potrafi zwłaszcza innymi taaa bla bla w końcu jestem tylko dziewczyną bla bla ma ten shit nieświadomie stosuje lepiej niż ja zupełna bidulka ale wymiotła z fraktalami ze wszystkim zresztą marna teoria chaosu palant wiadomo z każdym można pogadać o nieskończonym przepływie energii i o ósmym dniu ha ale nie każdy ma takie zgrabne dupsko bezczelu uspokój się imponujące wątki nawet nie mogę posądzić o blef crazy bad motherfucker tak wiem jasonie nieznośna lekkość nie podlega dyskusji gdyby tylko można cieszysz się boska wiązko energii tak o tym też nie omieszkałeś nie powiedzieć tak jak nie rozmawiałeś o prezesie jesoo jesoo  zupełnie nieświadome stosowanie przeczenia trzeba było zakotwiczyć cwanizna i nagle sms i wiadomo nie ja byłem powodem on jak zwykle hardcore jak zwykle po bandzie jak zwykle ponad stan cztery setki grubo ponad pojęcie pozdrawiam słodzizna ha poszła yeah I love to think about me as a magnate jeszcze troszkę dobrze że przynajmniej odzysk się udał